Sam niczego nie osiągniesz

Maciej P. z Krakowa zdobył tytuł vice Mr. Bear Poland 2015. Były to już VI wybory Mr. Bear Poland. Kim jest? Czym się zajmuje na co dzień? Jakie ma hobby? Jak angażuje się w krakowskim środowisku LGBTQ? Przed Wami pierwsza część wywiadu.

Amciek - vice Mr. Bear Poland 2015

Amciek – vice Mr. Bear Poland 2015

17.01.2015 Warszawa. Piątkowe popołudnie. Do stolicy zjeżdżają się sympatycy społeczności Bears na Bear Weekend Warszawa, spotkanie organizowane przez Stowarzyszenie Bears Of Poland. Jednym z gości jest też Maciej P. znany jako Amciek, zdobywca tytułu vice Mr. Bear Poland 2015. Spotykamy się przed wieczorną imprezą, żeby przeprowadzić długo oczekiwany wywiad. Przez chwilę, bez celu kręcimy się w poszukiwaniu pubu z belgijskim piwem… niestety bezskutecznie. W końcu wybieramy przypadkowy lokal na uboczu. Żeby nie zaschło w ustach kupujemy piwo… Laptop i dyktafon lądują na stoliku, w zacisznym kącie pustego lokalu. Z głośników sączy się dyskusyjnej jakości muzyka, ale to nam nie przeszkadza…

Amciek siedzi do mnie bokiem. Ubrany normalnie, prosto, w koszulę i jeansy. W oczy, kiedyś, mogłyby się rzucać sportowe czerwone buty i kolczyk w uchu. Ale to kiedyś… Na lewym nadgarstku ma skórzana opaskę. Upija mały łyk piwa… Nogi złączone razem, ręce oparte na stole, lekko przygarbiony…

Chcielibyśmy dowiedzieć się czegoś więcej o Tobie, Twoim życiu prywatnym i zawodowym. Czym się zajmujesz zawodowo?

Służbowo pracuję od 2,5 roku w korporacji. Pracuję w Dziale Wsparcia Biznesu na rynek niemiecki. Spędzam tam 8 „bardzo produktywnych” godzin dziennie.

Jak się odnajdujesz w życiu korporacji? Nie każdy lubi pracować dla korporacji

Mi to bardzo odpowiada z jednej prostej przyczyny. Przychodzę do pracy na konkretną godzinę, wychodzę z pracy o konkretnej godzinie. Póki co, nie jestem na żadnym stanowisku menadżersko-zarządzającym, więc nic więcej mnie nie interesuje. I to bardzo mi odpowiada.

Wiem, że Twoja praca nie jest związana z kierunkiem studiów, które ukończyłeś?

Nie, zupełnie nie. Skończyłem geoturystykę na wydziale Geologii Geofizyki i Ochrony Środowiska na Krakowskim AGH.

Skąd taki wybór studiów?

Poszedłem trochę na łatwiznę i połączyłem od razu egzamin wstępny z maturą. Później próbowałem też dostać się na drugi kierunek, już faktycznie zdając egzamin wstępny, to była bodajże telekomunikacja. Jednak moje zdolności matematyczne mimo 4 lat na profilu matematyczno-fizycznym w szkole średniej, nie zdały egzaminu na egzaminie wstępnym. Ciekawa konstrukcja gramatyczna (śmiech).

Jednak pracujesz teraz w sumie właśnie w telekomunikacji i nowych technologiach

Szeroko ujmując w branży IT. Z konkretnymi technikaliami nie mam wiele wspólnego. Miałem epizody pracy na helpdesku, gdzie już zdarzyło mi się rozwiązywać różne hardwareowo-softwareowe problemy klientów.

Czyli nie boisz się żadnej pracy?

Śmiem twierdzić, że nie. Jeżeli chodzi o moją historię zatrudnienia to zdarzył się epizod w branży książek telefonicznych, jako student pracowałem w knajpie, jako kelner i na zmywaku. Zdarzyło się też, że dwa razy byłem w naszym pięknym kraju sojuszniczym za oceanem układając i szlifując parkiety drewniane.

To jest Twoja kariera zawodowa, od parkietu do prawie menedżera IT.

Od zera do bohatera, tak? (śmiech) To nie będzie tytuł tego wywiadu?! Chociaż może być od zera do super bohatera (śmiech).

Odpowiadając na pytania nie patrzy na mnie. Koncentruje wzrok na stole albo patrzy przed siebie, niewidzącym wzrokiem, dobierając z rozmysłem słowa i konstruując zdania. Kiedy się śmieje mruży oczy. Śmieje się donośnie, i bardzo otwarcie. Jego śmiech zaraża.

Co lubisz robić w czasie wolnym od pracy?

Co lubię robić? Chyba najbardziej lubię nic nie robić… Lubię sobie szukać zajęcia w ostatniej chwili. Włączyć jakiś film, pograć na gitarze, poczytać książkę albo pograć na komputerze. Natomiast oprócz tego działam też w Stowarzyszeniu Krakowski Klub Sportowy Krakersy, którego byłem współzałożycielem.

Możesz coś więcej powiedzieć na temat Krakersów? Jak to się zaczęło?

Zaczęło się od tego, że w Krakowie pojawił się Kuba. I zainspirowany gejowską warszawską drużyną siatkówki , wpadł na pomysł, że chce założyć podobną drużynę w Krakowie. Zaczął organizować kolegów, których na początku było trzech. Jeżeli drużyna składa się z sześciu osób, a gra się z reguły dwiema drużynami, więc dwunastoma osobami… Z trzech osób dwóch drużyn się nie da złożyć, więc musiało to wyglądać zabawnie, tudzież tragicznie. Z czasem oczywiście tych osób było coraz więcej i więcej. Ja dołączyłem do drużyny czy grupy, bo ciężko wtedy było to nazwać klubem, w kwietniu. I tak naprawdę poszedłem tam zupełnie z czystej ciekawości.

Trening drużyny siatkówki - Krakersy

Trening drużyny siatkówki – Krakersy

Skąd się dowiedziałeś?

Dowiedziałem się od przyjaciółki, która stwierdziła, że sama nie ma ochoty iść, więc skrzyknęliśmy się we trójkę, ja, ona i mój partner. No i udaliśmy się w celach poznawczych na taki trening.

Czyli jak rozumiem jest to klub czy też grupa koedukacyjna?

Tak, od samego początku takie było założenie. Volup jest męskim klubem, natomiast w Krakowie nie było takiego nacisku na stricte męskie towarzystwo. W związku z tym poszliśmy tam z czystej ciekawości… Już zdarzyło mi się udzielać wywiadów na ten temat, w jednym z nich powiedziałem, że poszedłem zobaczyć jak księżniczki skaczą do piłki, co stało się tytułem tego wywiadu później. (śmiech) Także mam czasami niewyparzony jęzor, który powoduje takie ciekawe sytuacje.

Powiedziałeś, że poszedłeś z zaciekawiony. Skąd akurat siatkówka?

Wydaje mi sięnie była kwestia siatkówki, jako takiej, tylko po prostu wieści na temat drużyny sportowej i jakiejkolwiek aktywności sportowej kierowanej do mniejszości seksualnych, gejowsko-lesbijskiej w tym wypadku. To było chyba głównym motywatorem do tego. Długo przed Krakersami, chodziliśmy na spotkania piłki nożnej. Tam też środowisko było w większości homoseksualne. Nie wiem z czego wynika fakt, że z tamtej grupy ludzi nie udało się niczego zorganizować. A tutaj z grupy siatkarskiej, coś kliknęło i stworzyliśmy klub. Oczywiście po każdym takim treningu, który odbywał się w niedzielę, chodziliśmy do knajpy. Siedzieliśmy przy piwie i rozmawialiśmy na temat tego, co każdy z nas robi w życiu zawodowym, jakie mamy pasje i zainteresowania. No i na pewnym etapie z tych rozmów wyłonił się pomysł, żeby zorganizować to formalnie. Utworzyć stowarzyszenie, aby później ewentualnie móc np. organizować turnieje siatkówki tak jak to robi Volup. W czerwcu już pojechaliśmy do Warszawy na pierwszy nasz turniej grupą, o nazwie Krakersy.

Wspomniałeś o tym, że ideą ugruntowanie waszego Stowarzyszenia było to, aby organizować turnieje. Z tego co wiem, na koniec stycznia odbywa się kolejna edycja turnieju Glam Cup. Możesz nam przybliżyć co to jest?

I dlaczego znalazło się w kalendarzu misiowym (śmiech). Jednym z powodów założenia stowarzyszenia była możliwość organizacji turniejów. Nie wiąże się to jedno z drugim bezpośrednio. Część ludzi, którzy należą do grupy, jest z jednej strony, chwała im za to, formalistami, z drugiej strony, często to przeszkadza w zrobieniu czegoś innego i sztywno trzymamy się przepisów prawa. Więc jednym z powodów założenia Stowarzyszenia Krakersy była możliwość organizacji imprez wszelakich. Zainspirowani byliśmy turniejem w Warszawie. Po nim pojechaliśmy do Frankfurtu. Turniejem we Frankfurcie zajmuje się Frankfurter Voleyball Ferein, czyli Stowarzyszenie Siatkówki we Frankfurcie. Niespójne ze swoją nazwą, turniej od 26 lat jest gigantycznym przedsięwzięciem. Bo to już nie tylko rozgrywki siatkówki, jest koszykówka, jest piłka nożna, pływanie, squash, badminton, czyli bardzo szeroka, gama dyscyplin sportowych. Chcieliśmy coś takiego po prostu zrobić u nas. Czyli na początku turniej siatkówki ukierunkowany na mniejszości seksualne, społeczność gejowsko-lesbijsko-bi i transseksualną.

Mówiąc o Krakersach Amciek rozluźnia się. Mówi szybciej, często się uśmiecha, czasami patrzy na swojego rozmówcę. Słowa nie przychodzą mu już tak ciężko. Widać, że jest to coś, w co mocno się angażuje…

Tutaj dygresja, pochwalę się, sam wymyśliłem nazwę turnieju. Jadąc pewnego dnia samochodem w malownicze Bieszczady, wpadłem na pomysł, żeby właśnie nazwać go Glam Cup, czyli Gay & Lesbian Amateur Cup, – Rozgrywki Amatorskie Gejowsko-Lesbijskie.

Bardziej się kojarzy z Glamorous?

No to jest zamierzony zabieg. Czyż nie jesteśmy?

Ty to powiedziałeś

I tej wersji będę się trzymał (śmiech).

Wracając do samego turnieju. Jak wyglądało to rok temu? Jak rozumiem za moment kolejna edycja?

Robimy to już trzeci raz. Za pierwszym razem spędziliśmy nad tym 13 miesięcy. Zaczęliśmy przygotowania w styczniu, a turniej był w połowie lutego następnego roku. Początkowe plany były, żeby go nazwać jakoś walentynkowo, coś z serduszkiem. Po czym się okazało, że w Wiedniu jest konkurencyjny turniej dokładnie w tym samym terminie. Oczywiście dowiedzieliśmy się o tym dopiero jak część drużyn nam powiedziała, że nie przyjeżdża do nas tylko jedzie do Wiednia.

za pierwszym razem była to strasznie ciężka praca, bo tak naprawdę nie wiedzieliśmy co robimy. Polegało to na tym, że spotykaliśmy się średnio co dwa tygodnie, na minimum trzy długie godziny wieczorami i zastanawialiśmy się co zrobić, kogo zaprosić, jak to zorganizować, w jaki sposób zdobyć drużyny, fundusze i tego typu sprawy.

To są te traumatyczne początki, ale jak wyszło?

Za pierwszym razem wyszło super. Przyjechało do nas razem 31 drużyn. Planowaliśmy, że przyjmiemy ich 25. Były to drużyny, głównie z Polski, nie oszukujmy się, ale były też drużyny zza granicy. Przyjechali do nas Czesi. Przyjechały do nas dziewczęta z Ukrainy, ponieważ od razu organizowaliśmy turniej damski i męski. Mimo, że klub jest koedukacyjny, takie mieliśmy założenie aby rozdzielić turnieje. Natomiast też nie ma problemu, żeby drużyna mieszana, zagrała w męskiej części turnieju.

Za drugim razem było 41 drużyn. W tym roku mamy 43 drużyny. Rejestracja jest już zamknięta, więc więcej już nie będzie. Może być mniej z racji tego, że część drużyn może się w ostatniej chwili wycofać, ale tego nie zakładamy.

40-ści parę drużyn no to jest średnio około 6-8 osób czyli jakoś 300 osób plus kibice… To jest dość duże przedsięwzięcie. Jak się czujesz będąc częścią takiej maszynerii?

Z każdym rokiem coraz lepiej (z niedowierzaniem śmiech). Z każdym rokiem organizacja pracy wygląda inaczej. W tym roku po raz pierwszy doszło do tego, że każdy z nas ma swoją działkę, za którą jest odpowiedzialny i nie spoczywa to wszystko na tzw. liderze projektu, który do tej pory wszystko to ogarniał. Nomen omen jest to Łukasz, mój partner, więc organizacja turnieju odbija się na moim, naszym życiu prywatnym.

Czyli jak rozumiem zapraszasz wszystkich na…

Bardzo serdecznie zapraszam wszystkich na Glam Cup Kraków 2015, czyli gejowsko-lesbijski turniej amatorskich drużyn w Krakowie w dniach 29.01 – 01.02. Wszelkie informacje dostępne są na stronie glamcup.kkskrakersy.pl

Glam Cup 2014

Glam Cup 2014

Rozumiem, że Krakersy to nie tylko siatkówka?

Nie. To też koszykówka. To też piłka nożna, nasza ukochana (śmiech). To też sekcja pływacka. Organizowaliśmy też zajęcia samoobrony, tudzież sztuk walki. Wydaje mi się, że nasz klub multisportowy LGBTQ jest dosyć wyjątkowy. Z tego co wiem, tylko we Wrocławiu, była przez chwilę taka grupa, która uprawiała kilka dyscyplin. Natomiast u nas, jako wyjątek, chyba na skalę polską, były prowadzone zajęcia tańca towarzyskiego w tzw. wersji equality, czyli Panowie tańczą z Panami a Panie tańczą z Paniami. Było to bardzo ciekawe. Na pewno bardzo edukujące i otwierające umysł, bo na własnej skórze mogę stwierdzić, że bycie prowadzonym w tańcu nie jest takie łatwe jak się wydaje (śmiech).

Biorąc pod uwagę Twoje zaangażowanie w zespół siatkówki oraz w pracę całego Stowarzyszenia, jakie jest Twoje największe osiągnięcie jak i osiągnięcie całego klubu?

No sukcesem samego klubu jest to, że nie pozabijaliśmy się przez te wszystkie lata (śmiech). Mimo, tego, że każdy z nas jest inny i każdy ma swoje gorsze lub lepsze dni, to działamy nadal. Sukcesem jest oczywiście to, że Glam Cup stał się rozpoznawalną marką w środowisku sportowym LGBT. I to jest sukces nas wszystkich, którzy bierzemy w tym czynny udział. Jeżeli chodzi o moje prywatne osiągnięcia to na pewno każdy medal, który udało mi się na turniejach, zdobyć jest dla mnie wielkim sukcesem. Zupełnie inaczej gra się na treningu gdzie przychodzisz żeby się odstresować po dniu pracy, po tygodniu pracy czy jakkolwiek. A inaczej rywalizuje się w ciągu jednego dnia z zupełnie różnymi drużynami. I próbujesz mimo wszystko przełknąć niejasności, kłótnie i spory z ludźmi, z którymi grasz, bo to jednak jest sport drużynowy i jednak sam niczego nie osiągniesz. Ostatnio, jako ukoronowanie wysiłków, wygraliśmy złoto we Frankfurcie na świątecznym turnieju siatkarskim, na poziomie C. To nasze pierwsze i tym będziemy się chwalić do momentu aż nie zdobędziemy następnego złota (śmiech).

To było Stowarzyszenie Krakersy, Glam Cup, czyli część Twojego życia w środowisku LGBTQ. Jakie są inne pasje w Twoim życiu?

Wypuszcza powietrze i przez dłuższy czas milczy. Patrzy niewidzącym wzrokiem w stół szukając odpowiedzi na pytanie. Cisza się przedłuża…

Co lubię robić? Lubię śpiewać (śmiech) Lubię śpiewać, nie każdy lubi tego słuchać. Lubię karaoke. Nie miałem jednak na tyle samozaparcia, żeby coś zrobić w kwestii nauki śpiewu. Brałem też udział w jednej, słownie jednej, próbie powstającego w Krakowie chóru LGBT, którego nieskromnie przyznam, też wymyśliłem nazwę (śmiech). Chyba powinienem zostać copy writerem (śmiech). Chór nazywa się Krakofonia i przygotowuje repertuar do występów. Tak jak powiedziałem byłem na jednej próbie i wymyśliłem jego nazwę. Na tym się skończyło, z różnych względów, przede wszystkim czasowych, nie chciałem się podejmować czegoś, czemu nie będę się w stanie w pełni oddać.

To była Twoja praca, to było twoje hobby. Teraz zajrzymy w twoje 4 kąty…
(Druga część wywiadu z vice Mr. Bear Poland 2015 ukaże się 1 lutego)